środa, 15 lutego 2017

Bangkok dzień pierwszy (12.02.2017)

Obudziliśmy się o dziewiątej, ubraliśmy i poszliśmy na śniadanie. Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni z oferty hotelu. Każdy mógł znaleźć do jedzenia, to co chciał. Do wyboru była jajecznica, jajko smażone, sadzone i omlet. Był również szwedzki stół, na którym były płatki, mleko, jogurt, tosty, dżem, nutella, parówki, bekon, ryż smażony, makaron i pieczone ziemniaki. Śniadanie trwa od szóstej do dziesiątej trzydzieści rano. Do picia była kawa, herbata, sok i woda. Z owoców do wyboru był ananas i arbuz. Bardzo nam wszystko smakowało.                                                                             Po śniadaniu wróciliśmy do pokoju aby wziąć rzeczy, poszliśmy na stację Asok i pojechaliśmy do kościoła pod wezwaniem Świętego Zbawiciela. Udało nam się trafić na mszę o jedenastej. Mieliśmy szczęście, bo była ona po angielsku. Była zupełnie inna niż te w Polsce. Piosenki, które śpiewał chór były weselsze, ksiądz był bardziej przyjazny i uśmiechnięty. Na znak pokoju zamiast podania sobie ręki, Tajowie przekazywali sobie gest uprzejmości- wai. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni i bardzo nam się podobało. Po mszy ksiądz czekał przed kościołem na wiernych. Żegnał się również typowym gestem – wai.                                                                   
Po mszy pojechaliśmy na weekend market, który, jak sugeruje nazwa, otwarty jest w sobotę i niedzielę. Przeszliśmy się po nim i zrobiliśmy zakupy. Gdy byliśmy już zmęczeni chodzeniem po bazarze, wróciliśmy do hotelu i poszliśmy na obiad. Niestety byliśmy trochę zawiedzeni. Ceny były wygórowane. Jadłam sa –tay i piłam smoothie z mango i wszystko mi bardzo smakowało. Jednak nadal uważam, że za dużo kosztowało. Mama jadła smażony ryż z warzywami i kurczakiem. Również smakowało. Ciekawie zaczyna się przy potrawie taty. Zamówiona została wołowina z makaronem i sosem. Tata dostał za to niedogotowane mięso z niedogotowanymi warzywami (marchewka, brokuł, kalafior) a na wszystkim położne było surowe żółtko jajka. Niestety nie dało się tego zjeść.                                         
Podsumowując ten obiad nie był udany. Zapłaciliśmy 1000 batów (około 130 zł) a nie najedliśmy się. Dlatego właśnie postanowiliśmy się przejść po mieście i coś przekąsić. Po drodze zrobiliśmy też zakupy. Do hotelu wróciliśmy około dziewiętnastej.  

                         
                                         Rodzice na stacji Assok kolejki BTM


              Książka z pieśniami religijnymi po angielsku, które były śpiewane podczas mszy


                                            Wnętrze kościoła Zbawiciela podczas mszy


                                                         Zbieranie ofiary w Tajlandii


                                                        Ołtarz w kościele Zbawiciela

 
                                      Droga krzyżowa (na zdjęciu druga połowa)


Kościół z zewnątrz


Kokos na Weekend Market - najlepszy na orzeźwienie 


                                                                 Weekend Market

 
                                                            Weekend Market


Weekend Market


Napoje, które piliśmy 


Moja kolacja - Sa taye
                                              

 Obiad Taty

  
Oto co Tata zrobił z obiadu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz