Walentynki prawie całe spędziliśmy na podróżach. Po porannym
śniadaniem spakowaliśmy się i pojechaliśmy tuk-tukiem na stacje Asok, z której
dostaliśmy się na doworzec Ekamei. Stamtąd mieliśmy autobus do Ban Phe.
Jechaliśmy cztery i pół godziny. Tam dojechaliśmy do portu, skąd
mieliśmy łódkę na Koh Samet – piękną wyspę. Płynęliśmy czterdzieści pięć minut. Oczywiście nie obyło się bez ochlapania. Gdy tylko łódka przyśpieszała, do środka wpadała woda, mocząc wszystkich. Gdy byliśmy już w porcie, aby wyjść musieliśmy zapłacić po 20 bth za korzystanie z niego. Do hotelu pojechaliśmy samochodem terenowym odkrytym, którym zabierali turystów do ośrodków wypoczynkowych. Aby wjechać na wyspę, trzeba zapłacić tzw. klimatyczne w wysokości 200 bth za osobę. Gdy już wszyscy to zrobili, zawieźli nas do hotelu. My zatrzymaliśmy się na te kilka dni w resorcie Tubtim. Może i domki nie SA wspaniałe, ale zdecydowanie wystarczające i dość tanie. Mamy tez blisko do plaży, co jest bardzo ważne. Gdy już zakwaterowaliśmy się w domku i przebraliśmy się, poszliśmy na wieczorny spacer po wyspie. Wracając wstąpiliśmy na walentynkową kolację z deserem.
zdjęcie zrobione podczas rejsu łódką
,,syrenka" wita nas na wyspie
Ja i Tata w porcie a za nami ,,syrenka"
Na kolacji ja i Tata
Rodzice zadowoleni
Nasze napoje - blue angel (niebieskie) i sok ananasowy
Szcześliwa rodzinka ze swoimi napojami na kolacji walentynkowej
Tata ze swoją potrawa - krewetki z ryżęm
Moja kolacja - kurczak w sosie z orzechami (bardzo dobry - polecam)
Potrawa mamy - ryż z warzywami
A na deser naleśnki!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz